Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Analizy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Analizy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 grudnia 2012

Rok 2012 na rynku francuskojęzycznym.


Jak co roku Stowarzyszenie Krytyków i Dziennikarzy Komiksowych (ACBD) podsumowało mijający rok na rynku francuskojęzycznym. Mimo napiętej sytuacji ekonomicznej, po raz siedemnasty z rzędu produkcja komiksów wzrosła. W 2012 r. wydano 5.565 komiksów, w tym 4.109 nowości, co daje wzrost o 4,28% w stosunku do roku 2011. W ogólnej liczbie 5.565 pozycji wydano 4.109 nowości, 1.069 reedycji, 311 wydań z ilustracjami  i 76 esejów. Odnośnie samych wydawnictw, to rynek jest silnie spolaryzowany. Cztery grupy wydawnicze zdominowały rynek, wydając 44,87% całej produkcji. Grupa Delcourt utrzymuje, niezmiennie od 2002 r., prowadzenie jeżeli chodzi o ilość wydanych komiksów (906). Pozostałe miejsca zajmują Media-Participations (783), Glenat (478) i Gallimard (330). Wśród wszystkich wydanych komiksów znalazło się w sumie 2.234 tłumaczeń nowych komiksów z innych krajów, z czego 1.586 pochodziło z Azji, a 448 ze Stanów Zjednoczonych - w sumie 191 więcej niż w zeszłym roku. Wydano 1.069 reedycji, co również oznacza wzrost przy 1.058 wznowieniach w roku 2011. Na rynku francuskojęzycznym 1.951 autorów opublikowało  co najmniej jeden album w 2012 r. Szacuje się, że 1.510 autorów utrzymuje się z tworzenia komiksów. W 2012 r. 11 papierowych czasopism i 34 strony internetowe specjalizowały się w informacjach i krytyce komiksowej. Według oceny ACBD pojawienie się cyfrowych magazynów komiksowych zaoferowało nowe ścieżki, lecz rozwój komiksów cyfrowych wciąż jest bardzo mały. Odnotowano 489 festiwalów, wystaw lub szkoleń organizowanych w krajach frankofońskich.

Pierwsza dziesiątka komiksów z największymi nakładami przedstawia się następująco:

1. Titeuf nr 13 - 1.000.000
2. Lucky Luke nr 5 - 450.000
3. Largo Winch nr 18 - 440.000
4. Blake i Mortimer nr 21 - 430.000
5. XIII nr 21 - 350.000
6. Le Chat nr 17 - 250.000
7. Lou! nr 6 -250.000
8. Kid Paddle nr 13 - 250.000
9. Mały Spirou nr 16 - 240.000
10. Les Blagues de Toto nr 9 - 200.000

Jak co roku największymi nakładami mogą poszczycić się głównie komiksy dla dzieci, humorystyczne i sensacyjno-kryminalne. Wśród mang prym wiedzie Naruto (225.000) i One Piece (135.000-165.000).

Najlepszym albumem roku uznany został biograficzny one-shot "Dzieciństwo Alana" Emmanuela Guiberta.

Więcej szczegółów można znaleźć na stronie ACBD lub w pliku pdf.

piątek, 17 grudnia 2010

Top 10 za 2010 r. i słów kilka o plebiscycie "Komiks Roku".

Jak widać, ostatnio blog znajduje się w stanie głębokiej hibernacji. Mimo to znów nie mogłem sobie odmówić zaprezentowania mojej osobistej dziesiątki najlepszych komiksów mijającego roku. W tym miejscu muszę poczynić jedno zastrzeżenie. Na dzień dzisiejszy serwisy komiksowe informują o jeszcze jednej zbliżającej się na dniach premierze. Mowa o x2 Grzeszkiewicza i Cybulskiego. Największy problem stanowi mikroskopijny nakład, nawet jak na realia rynku. Strzelam, że te całe 100 egzemplarzy wyprzeda się najpóźniej w ciągu miesiąca od premiery. W związku z tym, jeżeli nie będzie dodruku, to mało prawdopodobne jest, żebym w ogóle przeczytał ten komiks. Tak jak pewnie większość regularnych czytelników, zakupy robię przez internet, a najbliższe, wobec stagnacji Egmontu na początku 2011 r., będę robił pewnie najwcześniej w lutym.  Wspominam o tym komiksie, bo już sama strona graficzna sprawia bardzo dobre wrażenie. Kto wie, czy komiks ten nie zamieszał by w poniższej dziesiątce...

Jeszcze tylko słowem objaśnienia, w nawiasie kolejno: autorzy, wydawnictwo i przyznane przeze mnie punkty według Polterowej skali od 0,5 do 10.

1. Arq tom 2 (sc. i rys. Andreas; Egmont Polska; 10/10). Miejsce pierwsze nie powinno być raczej dla nikogo niespodzianką. Ale nawet abstrahując od moich osobistych preferencji  i sympatii, wszyscy podkreślają, że drugi integral jest lepszy od pierwszego. Każdy z tych sześciu pojedynczych albumów jest inny ale każdy  równie doskonały. Co jest uderzające w twórczości Andreasa to połączenie z pozoru dwóch wykluczających się elementów - łatwości odbioru przy jednoczesnym poszukiwaniu nowych możliwości jakie daje komiks jako gatunek, a ściślej - jakie daje jego forma.

2. Szninkiel (sc. Jean van Hamme, rys. Grzegorz Rosiński; Egmont Polska; 10/10). Klasyk komiksu i Rosiński w najlepszej formie. Tegoroczne wznowienie to, bagatela, pierwsze od 22 lat wydanie z oryginalnymi kolorami czyli czarno-białe. Przy tym z pełną świadomością pomijam tutaj wydanie Egmontu  z naniesionymi przez Grazę kolorami i podzielone na trzy części. Szkoda tylko, że Szninkle zostały przemianowane na Szninkiele. Rozumiem, że tak jest pewnie bardziej poprawnie. W końcu Szninkiele to takie zwierzaczki jak... jelenie lub daniele.

3. Rewolucje: Dwa dni (sc. i rys. Mateusz Skutnik; Mroja Press; 8,5/10). Jedyny polski komiks na liście i zasłużone miejsce na podium. Tym razem dwie krótkie historie, których motywem przewodnim są, najkrócej pisząc, paradoksy czasowe. i zapętlenia. Zresztą w poprzednich tomach Rewolucji Skutnik nie raz dawał wyraz swojemu zainteresowaniu tymi rozwiązaniami, zabierając czytelników we frapujące podróże. Dwa dni to w istocie tylko krótki, aczkolwiek bardzo miły, przystanek na trasie linii Rewolucje. Jak można wywnioskować z  bloga autora, kolejna część cyklu już powstaje. Trzymam kciuki za rychłą premierę.

4. Skład główny (sc. i rys. Regis Loisel i Jean-Louis Tripp; Egmont Polska; 8,5/10). Bardzo ciepła, obyczajowa opowieść o życiu mieszkańców kanadyjskiej wsi z początków XX w. Autorom umiejętnie udało się ominąć niebezpieczeństwa, które niesie ten typ historii - tani melodramatyzm i zwyczajna nuda. Komiks nie jest szczególnie przełomowy czy odkrywczy, jednak jego lektura dostarcza wiele satysfakcji. Między innymi ze względu na świetne rysunki autorów.

5. Animal'z (sc. i rys. Enki Bilal; Egmont Polska; 8,5/10). Bilal niezmiennie w wysokiej formie. Postapokaliptyczna przypowieść z proekologicznym przesłaniem została zilustrowana po mistrzowsku, jak to na autora tradycyjnie przystało. Bilal jest jak dobre wino - im starszy tym lepszy. Przynajmniej graficznie. Jak donosi Polter, już w styczniu ukazać się ma druga część komiksu, fabularnie stanowiąca jednak odrębną całość.
 
6. Super Pan Owoc (sc. i rys. Nicolas de Crecy; timof i cisi wspólnicy; 8,5/10). Autor tym razem w nieco słabszej formie niż w Dziadku Leonie, tym niemniej to wciąż ten sam de Crecy. Mamy więc całą masę groteskowego humoru i odrobinę refleksji nad ludzką naturą. Ze względu jednak na specyfikę stylu autora, komiks prawdopodobnie nie wszystkim się spodoba.

7. Krzyk ludu (sc. i rys. Jacques Tardi; Egmont Polska; 8/10). Pierwszy w Polsce komiks autorstwa długo wyczekiwanego francuskiego klasyka Jacquesa Tardi'ego. Zaletami tego komiksu są niewątpliwie rysunki. Tardi to bezpośredni "spadkobierca" wypracowanego przez Herge'a stylu ligne claire. Styl ten Tardi doprowadził prawie do perfekcji. Kolejnym plusem albumu jest sama tematyka i dbałość o historyczne odwzorowanie wydarzeń. Komiks ma też jednak wady. Przede wszystkim zwraca uwagę nie najlepsze rozpisanie scenariusza na dialogi i kadry. Z tego względu momentami komiks czyta się ciężko i niezbyt płynnie. Razi też nachalność ideologiczna autora książki, na szczęście tylko w przedmowie.

8. Sandman: Senni łowcy (sc. i rys. P. Craig Russell; Egmont Polska; 8/10). Tak jak pozytywnym zaskoczeniem rok temu była dla mnie komiksowa adaptacja Koraliny Russella, tak w tym roku podobnie zaskoczyli mnie Senni łowcy. Graficzny styl autora można lubić lub nie, ale Russellowi trzeba oddać, że  jest doskonałym adaptatorem książek Gaimana. Poza tym sama historia stworzona oryginalnie przez Neila Gaimana jest klasycznie baśniowa, co dodaje jej uroku i pozwala czytelnikowi choć na chwilę poczuć się jak dziecko.

9. Blacksad: Piekło, spokój (sc. Juan Diaz Canales, rys. Juanjo Guarnido; Egmont Polska; 8/10). Cóż, w każdym dotychczasowym tomie Blacksada kilka elementów stało zawsze na najwyższym poziomie -  mimika, odwzorowanie ruchu postaci i klimat opowieści. Na szczęście nic się w tym względzie nie zmieniło. Natomiast scenariuszowo komiks nigdy mnie nie porywał. I tym razem także nie jest inaczej.

10. Liga niezwykłych dżentelmenów, Stulecie cz. 1: 1910 (sc. Alan Moore, rys. Kevin O'Neil; Egmont Polska; 8/10). Niewątpliwie najsłabsza z dotychczas wydanych w Polsce Lig. Ponieważ całe Stulecie liczyć ma sobie trzy części, można żywić nadzieję, że w późniejszych tomach będzie lepiej. Tym niemniej styl Moore'a wciąż jest niezmiennie charakterystyczny. Wychodzi na to, że o czym by Moore nie pisał, i tak wyjdzie z tego dzieło co najmniej przyzwoite. Dla mnie przynajmniej nie liczy się "o czym" jest komiks, liczy się natomiast "jak jest napisany".

W dziesiątce znalazło się siedem komiksów z Europy, dwa z USA i jeden z Polski. Najwięcej tytułów pochodzi z wydawnictwa Egmont. Po jednym tytule wprowadzili Mroja Press i timof i cisi wspólnicy. Tym razem nie ma żadnego komiksu z Kultury Gniewu.

* * *

Z ostatniej chwili. Właśnie rozpoczęło się głosowanie w plebiscycie Komiks Roku. Jakież było moje zdziwienie, gdy wśród pięćdziesięciu wytypowanych tytułów nie dostrzegłem komiksu, który  umieściłem na pierwszym miejscu mojej listy, czyli drugiej części Arq (na Szninkla można machnąć ręką, bo to wznowienie). W tym miejscu powstaje zasadnicze pytanie o sens takiego głosowania. Czemu tak naprawdę ma ono służyć? Znając jako tako internetowe środowisko miłośników komiksu, na pewno plebiscyt ten nie ma na celu wytypowania jaki komiks jest najpopularniejszy wśród czytelników ani temu, który komiks czytelnicy uważają za najlepszy. Efektem plebiscytu z tak skonstruowanymi zasadami może być co najwyżej elitaryzacja niektórych komiksów na rynku, który i tak jest już maleńki i cały czas się kurczy oraz dzielenie czytelników na lepszych i gorszych. To tak, jakby wytknąć czytelnikom, że te komiksy, które czytają nie są tak naprawdę wartościowe. Skoro to ma być wybór krytyków, to niech sami krytycy wybiorą w swoim gronie, ich zdaniem, najlepsze komiksy. Tak było by uczciwiej. Zamiast tego, organizatorzy postanowili "zalegalizować" wybór krytyków, rękoma internautów. Autentycznie, cel tego plebiscytu pozostaje dla mnie zagadką.

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, żeby nie było nieporozumień, że nie dziwi mnie wybór poszczególnych redaktorów, z którymi zresztą często się zgadzam (vide Marek Turek i Maciej Reputakowski). Każdy przecież ma swój własny gust i preferencje. Dziwi mnie natomiast sama formuła plebiscytu.

Żeby też nie było, że tylko marudzę nie wnosząc nic konstruktywnego, przywołam przykład całkiem dobrze przemyślanego plebiscytu. Mam tu na myśli nagrody "K", które pewnie część czytelników pamięta. Głosowanie polegało po prostu na typowaniu konkretnych komiksów czy autorów. Jedynym ograniczeniem była data wydania. Głosowanie było jednoetapowe, jednak dobrym pomysłem mogłoby być także podzielenie głosowania na dwa etapy - tajne zgłaszanie kandydatów przez każdego chętnego i następnie jawne głosowanie z iluś tam komiksów, które uzyskały największą liczbę głosów (być może nawet  coś podobnego funkcjonowało w którejś z odsłon nagród "K"). Takie rozwiązanie nie miałoby wad, które niestety ma plebiscyt na Komiks Roku.

wtorek, 9 marca 2010

Komiks a film.

Ku mojemu zdziwieniu ale i pewnemu przerażeniu, najczęstszymi słowami z wyszukiwarek prowadzącymi do tego bloga są "definicja komiksu" i "komiks definicja". Po wpisaniu ich w Google jednym z pierwszych odnośników, nawet przed Wikipedią, jest właśnie mój blog, a właściwie ten, jeden z pierwszych, postów. To miłe ale z drugiej strony nie jestem żadnym krytykiem, teoretykiem czy naukowcem zajmującym się tą dziedziną sztuki więc mam świadomość, że ta definicja może być mylna. Mam też nadzieję, że świadomość taką mają także internauci, których odsyła tutaj Google na hasło "definicja komiksu".

W przywołanej notce pisałem także, że komiks, jako gatunek, zbliżony jest najbardziej do filmu, a nie, jak to się może na pierwszy rzut oka wydawać, do literatury. Zarówno film jak i komiks, technicznie rzecz biorąc, składają się z kadrów. W filmie oczywiście zostają one puszczone w ruch z dużą szybkością, dzięki czemu tworzą złudzenie ruchu. Nie inaczej ma się rzecz z komiksem, w szczególności takim, który zrobiony jest przynajmniej dobrze. Podczas lektury komiksu czytelnik ma wrażenie ruchu. Jeżeli ta płynność zostaje zaburzona, świadczy to niestety nie najlepiej o wprawie warsztatowej scenarzysty. Scenariusz w komiksie to bowiem nie tylko napisanie historii i rozpisanie  jej na postacie tak jak na przykład w filmie czy teatrze. W komiksie scenarzysta musi się także zatroszczyć o owe złudzenie płynności, o sekwencyjność i powiązanie między kadrami. Biorąc za przykład produkcję filmu, scenarzysta komiksowy łączy w sobie rolę scenarzysty filmowego i reżysera. Co znamienne, tzw. plany filmowe mają swoje identyczne odzwierciedlenie w komiksach. Kiedyś na ten temat pisał zresztą w którymś z magazynów (zdaje się, że w "Komiksie") Wojciech Birek na przykładzie "Szninkla". Poniżej przedstawiam przykłady praktycznego wykorzystania planów i zbliżeń w komiksach.

Półzbliżenie (Thorgal: Trzej starcy z kraju Aran)

Zbliżenie (Thorgal: Ponad krainą cieni)

Detal (Thorgal: Gwiezdne dziecko)

Plan pełny (Thorgal: Kraina Qa)

 Plan amerykański (Thorgal: Ofiara)

Plan ogólny (Thorgal: Kraina Qa)

Plan daleki (Thorgal: Klatka)

Komiks ma nad filmem jedną zasadniczą przewagę. Scenarzysta komiksowy może kształtować wrażenia czytelnika wykorzystując jeszcze jeden dodatkowy element - kompozycję planszy.  Zarówno poprzez kształt kadrów jak i ich rozmiar oraz relacje względem siebie. Dla mnie jest to zupełnie inny wymiar, zupełnie niedostępny w filmie. Oczywiście w filmie występuje muzyka, o co trudno w komiksie. Na tym polu komiks musi ustąpić filmowi. Przynajmniej na razie. Kto wie, może ktoś wpadnie na pomysł połączenia komiksu z muzyką?

Na razie tylko tyle. Być może w przyszłości coś jeszcze napiszę o związkach komiksu z filmem bo temat jest znacznie szerszy.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Rok 2009 na rynku francuskojęzycznym.

Jak co roku Stowarzyszenie Krytyków i Dziennikarzy Komiksowych (ACBD) przedstawiło swój raport za mijający rok.

W 2009 r. wydano 4.863 pozycje, w tym 3.599 nowości, 892 reedycji, 297 art booków i ilustracji oraz 75 esejów. Powyższe stanowi kolejny z rzędu rekord co do ilości wydanych komiksów. Na przykład samych tylko nowości wydano ponad dwukrotnie więcej niż w 2003 r. Zresztą począwszy od 2000 r., w którym ACBD zajęło się analizą rynku, widoczna jest stała tendencja wzrostowa co do ilości wydawanych tytułów.

Wśród nowości największą ich liczbę stanowiły mangi (1.460). Udział dużych wydawców w nowościach wyniósł 1.085 tytułów, a wydawców alternatywnych 784 (chociaż kryteria podziału nie są jasne). Wydano również 270 komiksów z USA. Od 2005 r. na rynku nowości dominują mangi i od kilku lat struktura tegoż pod tym względem wydaje się ustabilizowana.

Szóstka największych grup wydawniczych z ilością wydanych tytułów przedstawia się następująco:
  1. Media Participations (głównie Dargaud, Dupuis, Kana i Lombard) - 586
  2. Delcourt (łącznie z Tonkam) - 482
  3. Gleant (łącznie z Vents d'Ouest, Drugstore i in.) - 413
  4. MC Productions (głównie Soleil) - 380
  5. Panini - 310
  6. Flammarion (głównie Casterman i Fluide Glacial) - 271
U wszystkich powyższych grup daje się zauważyć wyraźny trend wzrostowy, jednakże tylko Delcourt notuje nieprzerwany wzrost liczby wydawanych tytułów od 2000 r. Podobnie ma się sprawa z udziałem w sprzedaży. Co prawda w 2008 r. największy udział miała grupa Media Participations (32,7%) jednak tylko Delcourt może pochwalić się nieprzerwanym wzrostem udziału w sprzedaży w latach 2004 - 2008 (z 5,5% w 2004 r. do 10% w 2008 r.). Na wyniki sprzedaży za 2009 r. przyjdzie oczywiście jeszcze trochę poczekać.

Lista dziesięciu komiksów z największymi nakładami w 2009 r. przedstawia się następująco (z wyłączeniem mang; w nawiasie nakład):
  1. Asteriks, tom 34 (1.200.000)
  2. Blake i Mortimer, tom 19 (500.000)
  3. Happy Sex (380.000)
  4. Le Petit Spirou, tom 14 (330.000)
  5. Lanfeust Odyssey, tom 1 (300.000)
  6. Boule & Bill, tom 32 (300.000)
  7. Les Passagers du vent, tom 6 (250.000)
  8. XIII Mystery, tom 2 (230.000)
  9. Cedric, tom 23 (223.500)
  10. Les Nombrils, tom 4 (200.200)



Nakład aż 36 komiksów przekroczył lub był równy 100.000 egzemplarzy. Wśród mang triumfatorem okazał się Naruto, okupujący pierwsze sześć miejsc z nakładem każdego tomiku wynoszącym 250.000 sztuk.

Największy wysyp komiksów i publikacji okołokomiksowych nastąpił w listopadzie (640 tytułów). Miesiącem "posuchy" okazał się natomiast lipiec (264 tytuły).

Albumem roku, według członków ACBD, został Dieu en personne Marca-Antoine'a Mathieu.



Źródło

Aktualizacja: W uzupełnieniu listy top 10 nakładów, poniżej lista dziesięciu mang z największymi nakładami. Z uwagi jednak, że w 2009 r. wydano po kilka tomów z każdej serii, lista w praktyce ograniczyłaby się do trzech tytułów. Ułożona więc została seriami (w nawiasie nakład każdego tomiku):
  1. Naruto, tomy 40-45 (250.000)
  2. Soul Eater, tom 1 (85.000)
  3. One piece: piete filiale, tomy 49-51 (80.000)
  4. Fullmetal Alchemist, tomy 20-22 (76.000)
  5. One piece: piete filiale, tomy 47-48 (75.000)
  6. Fairy Tail, tomy 4-9 (70.000)
  7. Death Note, tom 13 (65.000)
  8. Soul Eater, tom 2 (65.000)
  9. Soul Eater, tomy 3-6 (61.000)
  10. Dofus, tomy 10-12 (60.000)

piątek, 18 grudnia 2009

Top 10 za 2009 r. i podsumowanie roku.

Ponieważ rok zbliża do końca a już przeczytałem wszystko to co chciałem i lubię wszelkie listy przebojów tudież podsumowania więc stworzyłem prywatną, zupełnie subiektywną, dziesiątkę największych przebojów mijającego roku (w nawiasie kolejno autorzy, wydawnictwo i przyznane przeze mnie punkty według Polterowej skali od 0,5 do 10).

1. Arq (sc. i rys. Andreas; Egmont Polska; 10/10). Andreas to mój ulubiony autor więc na pierwszym miejscu nie mógł znaleźć się inny komiks niż Arq. Oprócz przygodowo-fantastycznej historii czytelnik znajdzie tu jak zwykle u Andreasa masę niekonwencjonalnych rozwiązań formalnych, odważnych perspektyw i zbliżeń oraz świetne rysunki. Gdyby nie przeczytane za młodu dwa pierwsze Rorki, prawdopodobnie dzisiaj nie czytałbym komiksów w ogóle. We Francji niedawno dobiegł końca drugi cykl, a Egmont właśnie zapowiedział wydanie drugiego integrala w 2010 r.

2. Wieczna wojna (sc. Joe Haldeman, Marvano rys. Marvano; Egmont Polska; 10/10). Wieczna wojna to jeden z tych nielicznych komiksów, który w mojej ocenie przebija swój literacki pierwowzór. Absolutny must have dla każdego, nie tylko dla "regularnych" czytelników komiksów. Wojna w Wietnamie przeniesiona w realia s-f to w istocie bardzo pacyfistyczna historia. Przy tym właśnie w Wiecznej wojnie Marvano osiągnął szczyt swoich graficznych umiejętności. Niestety późniejsze komiksy rysowane przez niego są po prostu graficznie słabsze. Szkoda tylko pomniejszonego formatu i tych "Bykarian".

3. Dzień gniewu: Afrykańskie przygody Giuseppe Bergmana (sc. i rys. Milo Manara; Egmont Polska; 9,5/10). Z jednej strony genialne rysunki Manary, z drugiej zabawa formą, po trzecie (i chyba w tym przypadku najważniejsze) wykład o możliwościach tkwiących w medium jakim jest komiks. To właśnie możliwości formalne czynią komiks jako gatunek wyjątkowym, ba lepszym nawet od filmu. Ale o tym może kiedy indziej. Komiks, mimo że z pozoru może wydawać się zbyt eksperymentalny, jest świetny.

4. Niebo nad Brukselą: [przed]...; ...[po] (sc. i rys. Yslaire; Egmont Polska; 9/10). Yslaire to również jeden z moich ulubionych twórców. Ale nawet pomijając to, Niebo nad Brukselą to mocny, dobry komiks. Moim zdaniem zupełnie niezasłużenie został zmiażdżony przez większość komiksowej krytyki. Całość jest dokładnie przemyślana z punktu widzenia oczywistego przesłania komiksu - świat powinien wstydzić się wojen i okrucieństwa a nie seksu, szczególnie w kontekście ich pokazywania. Minusem są nieco słabsze rysunki.

5. Opowieści Szeherezady (sc. i rys. Sergio Toppi; Egmont Polska; 9/10). Toppi to mistrz krechy i dobrze, że w końcu jego komiks ukazał się w Polsce. Jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Graficznie znakomicie i bardzo klimatycznie. Komiks idealnie nadaje się na prezent dla osoby zamiłowanej w grafice - tę można studiować i zachwycać się nią bez końca.


6. Dziadek Leon: Brzydki, biedny i chory. Módl się za nami (sc. Sylvain Chomet, rys. Nicolas De Crecy; Egmont Polska; 8,5/10). Nieco słabszy od poprzedniego tom ale to wciąż bardzo dobry komiks. Tym razem jest mniej zabawnie i bardziej przygnębiająco. Rysunki bez zmian czyli są na najwyższym poziomie. De Crecy rysuje tak brzydko, że aż ładnie. Zwykle nie przepadam za karykaturalnym stylem rysunku ale De Crecy jak mało kto potrafi uwypuklać brzydotę i starość. Jest idealnym przeciwieństwem Manary i między innymi za to lubię jego rysunki.

7. Przybysz (sc. i rys. Shaun Tan; Kultura Gniewu; 8,5/10). Z różnych względów komiks ten prezentuje się wyjątkowo na tle innych komiksów z listy - jedyny komiks niemy, jedyny komiks Kultury Gniewu, gabarytowo największy (format zdecydowanie większy niż A4) i najlepiej wydany. Poza tym, podobnie jak Opowieści Szeherezady ze względu na bardzo dobre rysunki oraz dodatkowo ze względu na jakość wydania także nadaje się na prezent dla osoby ceniącej sobie wysmakowane ilustracje. Niezależnie od tego to dobry komiks, sprawnie posługujący się językiem komiksu.

8. Emmanuelle. Bianca (sc. Emmanuelle Arsan, Guido Crepax, rys. Guido Crepax; Mireki; 8,5/10). O ile Emmanuelle to w sumie zwykły komiks erotyczny o tyle Bianca to utwór wart uznania. Crepax, obok Manary, uchodzi za największego mistrza komiksu erotycznego, tyle że w przypadku Bianci erotyzm schodzi na dalszy plan, a wybijają się elementy formalne, które jak łatwo zauważyć, bardzo lubię w komiksach.


9. Berlin (sc. i rys. Marvano; Egmont Polska; 8/10). Największym problemem tego komiksu jest jego nierówność. Pozytywnie wyróżnia się tom pierwszy, przede wszystkim rysunkami stylowo zbliżonymi do tych z Wiecznej wojny. Poza tym na plus należy policzyć godne podziwu historyczne zgłębienie tematu. Niestety w dwóch ostatnich tomach Marvano rysuje już tak jak w Wiecznej wolności i Dallas Barr czyli w sposób bardziej uproszczony - jak dla mnie po prostu słabiej. Fabuła całości, mimo że nie porywa, to prezentuje się przyzwoicie. Wypadkowa powyższych elementów powoduje, że Berlin to z pewnością coś więcej niż  przeciętniak ale też nie komiks wybitny czy zachwycający.

10. Koralina (sc. i rys. P. Craig Russell; Egmont Polska; 8/10). Dziesiątkę zamyka chyba największa, jak dla mnie, niespodzianka roku. Bardzo lubię twórczość Neila Gaimana szczególnie w jej literackiej formie. Nieco mniej odpowiada mi Gaiman jako scenarzysta komiksowy (być może ze względu na fatalny dobór rysowników). Przeczytałem więc niemal wszystkie książki Gaimana wydane w Polsce. Wyjątkiem jest m.in. Koralina, której do tej pory nie miałem okazji przeczytać. Tym niemniej postanowiłem sięgnąć po jej komiksową adaptację w wykonaniu P. Craig Russella i nie zawiodłem się. Otrzymałem bezpretensjonalną lekturę z pozoru przeznaczoną dla dzieci. Klarowne rysunki i żywe kolory dopełniają całości - solidnej rzemieślniczej roboty.

Niestety nie kupiłem i nie przeczytałem wielu komiksów w 2009 r., w szczególności porównując do ilości jakie kupowałem w ubiegłych latach. Kolejny raz z rzędu wydawnictwem roku jest dla mnie Egmont Polska. Co smutne to właściwie obecnie jedynie wydawnictwo na rynku wydające klasyki i komiksy "środka" z Europy. Jednocześnie największym rozczarowaniem jest, jak wierzę, hibernacja Manzoku.  Przykre jest również milczenie małych wydawnictw - Sutoris i Hella Komiks. Sutoris jak wieść niesie w ogóle zakończyło już działalność. Fajnie, że Kultura Gniewu wydaje Polaków. Co prawda akurat tych, za których stylem nie przepadam ale być może za nimi pójdą także inni autorzy. Trzymam kciuki, mimo że nie dołożyłem swojej cegiełki z portfela. Egmont niestety już jakiś czas temu zarzucił, nie licząc antologii Powstańczej i reedycji, wydawanie polskich komiksów (w sensie - tworzonych w Polsce). Od marca ma to się zmienić. Poczekamy, zobaczymy.

    środa, 25 lutego 2009

    Alternatywa i główny nurt a sprawa polska.

    Tym razem wpis typowo blogowy. Zostaliście ostrzeżeni. ;)

    Osoby, które śledzą serwisy komiksowe wiedzą już zapewne, że na polskim rynku komiksowym zadebiutuje niebawem nowe wydawnictwo - Mroja Press. Z zapowiedzi można dowiedzieć się, że wydawnictwo (czy też imprint jak wolą inni) zamierza publikować m.in. Peetersa, Sfara oraz niezależne komiksy amerykańskie i europejskie.

    Pojawienie się kolejnego wydawnictwa z taką ofertą daje do myślenia i zmusza do zadania zasadniczego pytania. Czy na naszym rynku istnieje aż tak duże zapotrzebowanie na alternatywę? Czy w temacie "główny nurt" skazani jesteśmy tylko na Egmont? Żeby była zupełna jasność piszę o komiksach europejskich i południowoamerykańskich (to zresztą osobna sprawa - istnieje sporo bardzo dobrych komiksów zupełnie nie odkrytych z tego rejonu świata). Jakby na to nie spojrzeć, w chwili obecnej mamy taką sytuację, że szeroko pojęty główny nurt wydaje właściwie tylko Egmont. Oczywiście teoretycznie istnieje też Manzoku ale wiadomo jak z tym wydawnictwem jest - dziś jest, jutro już go może nie być. Trzeba też wspomnieć o Sutoris, które mam nadzieję rozwinie trochę bardziej skrzydła. I to tyle. Po drugiej stronie "szali" mamy sporo wydawnictw prężnie działających (sądząc po ilości wydawanych komiksów) specjalizujących się w szeroko pojętej alternatywie - Kultura Gniewu, Timof, Taurus, Post, ostatnio coraz śmielej także Egmont i zapowiadana Mroja Press.

    Zaraz ktoś napisze, że najważniejsze jest to czy komiks jest dobry czy zły a nie czy to alternatywa czy co innego. I będzie miał rację. Ale też nie o szufladkowanie mi chodzi a o zwrócenie uwagi na ciekawą charakterystykę polskiego rynku komiksowego. Można wręcz dojść do dość kuriozalnej tezy, że komiksy, które okupują listy bestsellerów w krajach francuskojęzycznych są u nas niszowe i vice versa. Rzecz jasna bez znajomości danych na temat sprzedaży wszystko i tak jest tylko gdybaniem.

    Nie chciałbym być źle zrozumiany. Nie krytykuję nowej inicjatywy pod nazwą Mroja Press za profil i planowany dobór tytułów (bo i raczej i tak nie ja jestem targetem tego wydawnictwa). Po prostu chciałbym, żeby w końcu powstała jakaś porządna alternatywa dla Egmontu. Być może moje oczekiwanie jest daremne i rzeczywiście w zbiorze czytelników regularnie kupujących komiksy, osób takich jak ja jest tak mało, że nikomu podobna inicjatywa by się nie opłacała? Kto wie?

    Edit: Oczywiście coś kliknąłem przez przypadek i post się za wcześnie opublikował, więc może wyglądać na nieco... niedokończony. Ale niech taki "surowy" już zostanie.

    środa, 10 grudnia 2008

    Najpłodniejsi scenarzyści rynku francuskojęzycznego w 2008 r.

    Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że z natury rzeczy scenariusz powstaje zazwyczaj znacznie szybciej niż rysunek. W zależności od techniki rysunku, rysownik potrafi stworzyć, jak sądzę, do kilku albumów rocznie. Zwykle jednak ich ilość oscyluje w granicach od jednego do trzech. A jak sytuacja przedstawia się ze scenariuszami? Francuski serwis Wartmag wziął pod lupę rekordzistów tamtejszego rynku (brane były pod uwagę jedynie opublikowane komiksy). Wyniki okazały się dość zaskakujące. Na podium nie znalazł się ani Christophe Arleston ani Stephen Desberg ani nawet Jean Dufaux. Trójka najaktywniejeszych scenarzystów przedstawia się następująco:


    Jean David Morvan jest u nas doskonale znany z serii "Armada", jednak to tylko niewielki wycinek z jego dorobku. Mniej znany jest Eric Corbeyran - właściwie chyba tylko z "Pieśni strzyg". Natomiast Christopher Cazenove to scenarzysta w Polsce praktycznie nieznany. Ponad 20 komiksów w 2008 r. sygnowanych własnym nazwiskiem budzi podziw. Ale czy w parze z ilością idzie jakość? Trudno powiedzieć. Sądząc tylko po "Armadzie" nie jest chyba najgorzej. Ale też trudno oceniać poziom scenarzysty po niewielkim wycinku jego twórczości.

    Dokładny spis komiksów, opublikowanych w 2008 r., spod ręki panów z pierwszej trójki dostępny na Wartmagu.

    piątek, 10 października 2008

    W Pacanowie kozy kują.

    Dawno temu pisałem o mojej definicji komiksu. Myślę, że przyszła pora na rozwinięcie jednej z tez wtedy postawionych. A mianowicie dlaczego "Koziołek Matołek" (zwany dalej KM) nie jest komiksem? Temat w sumie jest na czasie bowiem podczas ostatniego MFK KM obchodził jubileusz 75-lecia istnienia. Z tej okazji w publikacjach prasowych (np. "Dziennik") KM powszechnie definiowany był jako komiks.

    Przypomnę co swego czasu napisałem:
    Przede wszystkim zadać należy pytanie co jest cechą charakterystyczną wszystkich komiksów. Moim zdaniem są to dwa elementy (reszta jest nieistotna):
    1. przekazywanie ogólnie pojętej treści (fabuły) za pomocą obrazów (rysunków) (...)
    Zatem, moim zdaniem, istota komiksu sprowadza się do opowiadania treści poprzez rysunki. KM warunku tego nie spełnia. Rysunki pełnią w nim jedynie rolę służebną względem rymowanego wiersza, obrazując to co zostało tymże wierszem napisane. Co najwyżej można uznać, że KM jest parakomiksem bowiem występuje w nim drugi z przywołanych przeze mnie elementów istotnych dla komiksu - sekwencyjność. Obrazki w KM tworzą pewien logiczny ciąg co może tworzyć pozory komiksu. W istocie jest to jednak sekwencyjnie ilustrowany wiersz.

    Warto jednak poznać także argumenty drugiej strony:
    Koziołek Matołek to niewątpliwie pierwszy Polski Komiks. Nawet gdy Makuszyński i Walentynowicz nie mieli na myśli komiksu, to jednak stworzyli go. Tekst pisany wierszem nie za bardzo pasuje do dymków. Byc może Walentynowicz po prostu postanowił zilustrować każdą scenę, a dzięki temu mimowolnie stworzył jednak komiks. Specyfika rysunku trzyma się w kanonie tzw. cartoon art. I to jest chyba rozwiązanie wieloletniego sporu pomiędzy ludźmi, którzy uważąją Matołka za komiks, a drugimi, którzy uważają to jako bogato zilustrowaną książkę. To angielskie, a może bardziej amerykańskie słowo może być kluczem w rozwiązaniu dylematu. Należy zadać sobie pytanie, czy to jest cartoon art? I to jest cartoon art. W sumie to nasz pierwszy polski komiks i powinnismy się cieszyć, że nie odbiegamy czasowo wprowadzeniem komiksu do Polski od innych krajów.
    No właśnie. Co to jest "cartoon art"? Czy jest to jakaś odmiana komiksu? I, jeśli tak, to czy KM to "cartoon art"? Samo słowo "Cartoon" Wikipedia definiuje niejednoznacznie. Z jednaj strony wskazuje się, że:
    The word cartoon is not often used to refer to a comic strip.
    Z drugiej strony, parę linijek niżej, pisze się:
    Comic strips, also known as "cartoon strips" in the United Kingdom, are found daily in newspapers worldwide, and are usually a short series of cartoon illustrations in sequence. In the United States they are not as commonly called "cartoons" themselves, but rather "comics" or "funnies". Nonetheless, the creators of comic strips—as well as comic books and graphic novels—are referred to as "cartoonists".
    Zatem jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy "cartoon" (nie mam pojęcia co miałoby oznaczać sformułowanie "cartoon art") jest rodzajem komiksu brak. Nawet jeśli hipotetycznie przyjąć, że "cartoon" jest rodzajem komiksu, nie oznacza to jeszcze, że KM to "cartoon". W końcu, nie można definiować jakiegoś utworu jako komiksu jedynie przez pryzmat rodzaju użytej kreski. Sam fakt, że Walentynowicz używał "cartoonowej" kreski nie świadczy o tym, że KM jest komiksem.

    Zagadnienie nie jest łatwe do rozstrzygnięcia. Tym niemniej jedno jest pewne. KM, w zależności od tego jak na niego spojrzeć, to wielki klasyk polskiej literatury względnie polskiego komiksu.

    wtorek, 9 września 2008

    Rok 1986 był to zwykły rok, mimo pewnych znaków na niebie i ziemi zwiastujących jakoweś nadzwyczajne wydarzenia.


    Czytając różne teksty, co pewien czas trafiam na sformułowania jakoby rok 1986 był w jakiejś mierze przełomowy dla komiksu jako gatunku. Osoby wysnuwające taką tezę wskazują na to, że w tymże roku ukazały się dwa komiksy - "Strażnicy" oraz "Batman: Powrót Mrocznego Rycerza". Przyznam, że bawi mnie to wielce.

    Czemu mnie to bawi? A otóż dlatego, że rok 1986 r. może być uważany jako przełomowy jedynie dla głównonurtowego superbohaterskiego komiksu amerykańskiego, a nie dla komiksu w ogóle. Po pierwsze przed 1986 r. w Stanach powstawało całkiem sporo komiksów undergroundowych, politycznie lub społecznie zaangażowanych. Przykład pierwszy z brzegu - komiksy Roberta Crumba. Po drugie, nawet jeśli bierzemy pod uwagę tylko szeroko pojęty główny nurt, to we Francji i krajach Beneluxu zmiana postrzegania komiksu jako medium niepoważnego lub przeznaczonego tylko dla dzieci i młodzieży dokonała się znacznie wcześniej niż w 1986 r. Na rynek francuskojęzyczny wydanie "Strażników" i Millerowego "Batmana" miał taki wpływ jak kichnięcie na sumę opadów deszczu czyli żaden. Zmiana postrzegania komiksowego medium w Europie Zachodniej dokonała się w przeciągu lat 70. XX w., w czasie gdy w Stanach główny nurt sprowadzał się do infantylnych facetów w trykotach. Od Moebiusa, Druilleta i Cazy przez Tardi'ego do Bilala i Christina oraz wielu innych artystów proces przebiegał stopniowo. Dla mnie przykładem końca procesu "samowyzwalania się" komiksu jako gatunku jest "Polowanie" wydane w 1983 r. Z pewnością nie wydanie "Strażników", mimo że to bardzo fajny komiks. Tym bardziej nie wydanie żadnego "Batmana".

    czwartek, 24 lipca 2008

    toksha ake wacinyanktin ktelo


    Jakiś czas temu pisałem o niemych komiksach. Tutaj można przeczytać jeden z nich. Pomijając nic nie znaczącą i niemożliwą do wymówienia nazwę tego komiksu, jest on interesujący także ze względu na to, iż jest dobrym przykładem na to, że wyraźne oddzielenie kadrów nie jest potrzebne by dany utwór był komiksem. Zwróćcie uwagę także na fajny zabieg formalny ze stopniowym przybliżaniem niektórych kadrów.

    czwartek, 20 marca 2008

    Definicja komiksu

    Już od pewnego czasu ten temat chodził mi po głowie. Mianowicie - czym jest komiks?

    Stworzenie dobrej definicji jest niezwykle trudne. W branży, w której pracuję stykam się z tym zagadnieniem dość często. Dobra definicja przede wszystkim powinna być wyczerpująca, a po drugie krótka. Warto zwrócić uwagę, że każdy znaleziony wyjątek od utworzonej definicji powoduje, że tak utworzoną definicję można wyrzucić do kosza.

    W pierwszym poście na tym blogu przywołałem słownikową definicję pojęcia "komiks". Utożsamianie komiksu z "historyjką obrazkową z tekstem, zwykle o charakterze sensacyjnym lub humorystycznym" jest z gruntu błędne, o czym poniżej.

    Przede wszystkim zadać należy pytanie co jest cechą charakterystyczną wszystkich
    komiksów. Moim zdaniem są to dwa elementy (reszta jest nieistotna):
    1. przekazywanie ogólnie pojętej treści (fabuły) za pomocą obrazów (rysunków), oraz
    2. sekwencyjność rozumiana jako występowanie następstwa (kolejności) pomiędzy obrazami
    Pierwszy z powyższych elementów odróżnia komiks od literatury. W komiksie bowiem przekaz dokonywany jest poprzez obraz przedstawiony czytelnikowi bezprednio podczas gdy w przypadku szeroko pojętej literatury fabuła przedstawiana jest za pomocą liter, słów i zdań powiązanych między sobą. Oczywiście słowa tworzą w umyśle czytelnika swoiste obrazy ale w mojej ocenie należy brać pod uwagę jedynie okoliczność za pomocą jakich środków przekazu dana treść przedstawiona jest czytelnikowi. Wniosek z powyższego taki, że występowanie słów liter i zdań związane immanentnie z literaturą jest niekonieczne by zakwalifikować dany twór jako komiks. I tak jest w istocie. Co prawda komiksy "nieme" stanowią znakomitą mniejszość całego komiksowego dorobku to jednak z omawianego punktu widzenia nie sposób odmówić im przymiotu komiksów. Przykłady pierwsze z brzegu - komiksy Thomasa Otta czy Marka Turka. Komiks nie potrzebuje dymków, ramek narracyjnych i onomatopej - wszystko można przedstawić za pomocą obrazów. To tylko kwestia umiejętności autora. Uważam przy tym, że właśnie te "nieme" komiksy stanowią prawdziwy "rdzeń" komiksu jako rodzaju sztuki. Słowa w komiksie zawsze będą tylko dodatkiem. Co prawda, zazwyczaj bardzo istotnym ale jednak tylko dodatkiem.

    Drugi z powyższych elementów odróżnia komiks od malarstwa, grafiki czy innych sztuk plastycznych a także np od fotografii. Nie będzie komiksem zbiór ilustracji jeśli nie są one przeznaczone do odbioru w określonej kolejności. Oczywiście nie można też zapominać o punkcie 1 opisanym powyżej. Z punktu 2 wynika więc, że aby nazwać coś komiksem muszą istnieć co najmniej dwa obrazy (rysunki) przeznaczone do czytania w określonej kolejności. Celowo nie używam pojęcia "kadr", gdyż występują komiksy, w których podział na kadry zanika w mniejszym czy większym stopniu.

    Zatem komiks można by określić następująco. Rodzaj sztuki, w którym ogólnie pojęta treść przekazywana jest za pomocą sekwencyjnie ułożonych, nieruchomych obrazów. I tyle. Nie potrzeba niczego więcej.

    Na chwilę obecną nie wymyśliłem niczego lepszego. Z tak a nie inaczej sformułowanej definicji wynika ponadto dlaczego mówimy, że komiks się czyta a nie ogląda, dlaczego dla komiksu nieistotny jest fizyczny nośnik (papier, mur, drewno czy cokolwiek innego co wyobraźnia podpowiada), dlaczego "Koziołek Matołek" komiksem nie jest czy też dlaczego komiks zbliżony jest najbardziej do filmu ze wszystkich innych gatunków sztuk. Ale o tym szerzej może kiedy indziej.

    wtorek, 26 lutego 2008

    Przed WSK

    Właściwie ten blog miał zakończyć swój żywot równie szybko jak się narodził ale wyrok śmierci został chwilowo odroczony.

    Jak co roku, w związku z nadchodzącym WSK, wydawcy hojnie obsypią nas nowościami. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie z nich, które mogą umknąć szerszej uwadze.

    Pierwszą są "Opowieści makabryczne" ("Creepshow") z w
    ydawnictwa "Prószyński i s-ka". Antologia zawierająca kilka nowelek, które następnie zostały sfilmowane przez George'a A. Romero w 1982 r. Film odniósł względny sukces zyskując w pewnych kręgach miano nawet kultowego, komiks zaś zszedł na drugi plan funkcjonując raczej jako ciekawostka. Zwracam uwagę na ten tytuł nie tyle ze względu na scenariusz autorstwa Kinga (miłośnicy tegoż i tak z pewnością zakupią ten komiks), co na rysownika. Jest nim Berni Wrightson - jeden z flagowych rysowników amerykańskich horrorów. Wrightson zasłynął głównie z tego, że wraz z Lenem Weinem stworzył postać Swamp Thinga zwanego u nas Potworem z Bagien oraz z rewelacyjnych ilustracji do amerykańskiego, ekskluzywnego wydania "Frankensteina" Mary Shelley. Między innymi te ilustracje stanowiły inspirację dla Andreasa w trakcie tworzenia np. całostronicowych kadrów wnętrz do "Przejść" czy "Cromwell Stone", co uważny czytelnik dostrzeże bez problemu. Pechowy autor Bernard Wright z "Rorka", nękany przez przybyszy z głębin i zabójczy pył, to nie kto inny jak Berni Wrightson. Jeśli wierzyć zagranicznym recenzjom samo "Creepshow" do najwybitniejszych nie należy, aczkolwiek warto mieć na uwadze, że komiks powstał w 1982 r. Prawdopodobnie więc zdążył się zestarzeć. W każdym razie ja nie omieszkam zakupić polskiego wydania choćby ze względu na talent Wrightsona.


    Drugą zapowiadaną nowością, o której chciałem wspomnieć, jest "Bird" duetu Carlosa Trillo (scenariusz) i Juana Bobillo (rysunki) z wydawnictwa "Sutoris". Carlosa Trillo polscy czytelnicy mogli już poznać za sprawą "Chicanos" i "Ja, Wampir" ale to tylko niewielki wycinek pokaźnej twórczości tego jednego z najwybitniejszych argentyńskich scenarzystów. Począwszy od początku lat 80. XX wieku współpracował z takimi znakomitymi rysownikami jak Alberto Breccia czy Juan Gimenez. Nie przepadam za rysunkami Eduardo Risso, jednak dla przyzwoitości muszę wspomnieć, że to właśnie z Risso Trillo stworzył chyba najwięcej komiksów. A wracając do "Bird" warto zwrócić uwagę (a jakże) na rysunki Juana Bobillo. Pastelowe barwy w połączeniu z użyciem tuszu lawowanego (bądź farb wodnych - nie jestem aż takim specjalistą, żeby dokładnie to określić) oraz stylu rysownika daje naprawdę miły dla oka efekt. Oby fabularnie komiks dorównał oprawie graficznej a z pewnością będzie to jedna z ciekawszych premier tegorocznego WSK.

    Nie muszę też chyba dodawać, że już w marcu kolejne dwie części "Koziorożca"?

    wtorek, 5 lutego 2008

    Top 10 2007 r. i krótko o cenach

    Dziś przedstawiam dziesiątkę najlepszych, moim zdaniem, komiksów ubiegłego roku i krótkie podsumowanie. No to jedziemy.
    1. Cromwell Stone
    2. Rork – Powrót
    3. Świat Edeny
    4. Justyna. Historia O
    5. Koziorożec – Obiekt
    6. Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona – Romantyzm
    7. Koziorożec – Elektryczność
    8. Międzyczas
    9. 44. Antologia Komiksu
    10. Drastyczne przypadki
    Rok 2007 uważam za nieco lepszy od poprzedniego. W końcu czytelnicy doczekali się powrotu, w wielkim stylu, komiksów Andreasa. "Cromwell Stone" poraża maestrią szczegółów. "Rork" natomiast w mistrzowski sposób wieńczy całą serię. Co prawda, dopatrzono się pewnych niedopracowań (lub jak wolą inni - błędów) ale nie przeszkadza to cieszyć się lekturą. Trzecie miejsce przyznałem rewelacyjnemu "Światu Edeny" - niczym nie skrępowana podróż mistrza Moebiusa począwszy od podróży wgłąb siebie po prezentację własnych fascynacji. Jak zwykle znakomicie zilustrowane.

    Wśród wydawnictw wciąż prym wiedzie Egmont Polska. To właśnie Egmont, nie Kultura Gniewu, Timof czy Post, wydaje najwięcej i najlepszych komiksów. Niestety ostatnio Egmont nie promuje w ogóle rodzimej twórczości. Pod tym względem o niebo lepiej wypada Timof i Kultura Gniewu. Co ciekawe, i na pierwszy rzut oka niemożliwe, Egmont (podobnie jak Manzoku) wydaje komiksy tanio, w odróżnieniu od np. Muchy, Atroposu czy niektórych pozycji od Timofa. Do tej pory byłem względnie niewrażliwy na cenę. Jak się okazało - do czasu. W ubiegłym roku z zasady nie kupiłem dwóch komiksów, których byłem bardzo ciekaw. Pierwszy to "Deduktor" Nowakowskiego i Gałka, drugi to "Buty" Czubek-Spanowicz. W obu przypadkach cena albumów jest wręcz horrendalna, zupełnie nie przystająca do objętości komiksów. Każdy z albumów liczy około 60 stron i każdy kosztuje między 40-50 zł. W przypadku "Butów" można to tłumaczyć niezwykłą formą wydania. Mnie to nie przekonuje - chcę tylko przeczytać komiks. Na cholerę mi pudełko od butów i sznurówki? W przypadku "Deduktora" nie znajduję żadnego wytłumaczenia na taką cenę. Przepraszam bardzo ale każdy ma jakieś granice wytrzymałości. Ciekawe czy na takiej polityce cenowej zyskują wydawca i autor. Mocno wątpię. Widocznie nie zależało mi tak bardzo by wydać 50 zł na komiks o objętości 60 stron. Gdyby jednak każdy z nich kosztował między 30-35 zł z pewnością kupiłbym je bez większego zastanowienia. I sądzę, że takich osób byłoby więcej.

    poniedziałek, 4 lutego 2008

    Witam :-)

    Witam wszystkich na moim blogu poświęconym komiksom. Mam zamiar dzielić się tutaj swoimi spostrzeżeniami zarówno na temat wydanych pozycji jak i dotyczącymi ogólnego podejścia do tej dziedziny sztuki.

    Na początku garść definicji zaczerpniętych z Uniwersalnego słownika języka polskiego, tom 2, Warszawa 2003, s. 179.

    komiks - historyjka obrazkowa z tekstem, zwykle o charakterze sensacyjnym lub humorystycznym
    komiksowy - 1. odnoszący się do komiksu 2. prezentujący niski poziom artystyczny; szablonowy, uproszczony

    Jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie zanim komiks przestanie być postrzegany jako rozrywka dla dzieci i ćwierćinteligentów.




    LinkWithin

    Related Posts with Thumbnails