Pokazywanie postów oznaczonych etykietą De Crecy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą De Crecy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 grudnia 2010

Top 10 za 2010 r. i słów kilka o plebiscycie "Komiks Roku".

Jak widać, ostatnio blog znajduje się w stanie głębokiej hibernacji. Mimo to znów nie mogłem sobie odmówić zaprezentowania mojej osobistej dziesiątki najlepszych komiksów mijającego roku. W tym miejscu muszę poczynić jedno zastrzeżenie. Na dzień dzisiejszy serwisy komiksowe informują o jeszcze jednej zbliżającej się na dniach premierze. Mowa o x2 Grzeszkiewicza i Cybulskiego. Największy problem stanowi mikroskopijny nakład, nawet jak na realia rynku. Strzelam, że te całe 100 egzemplarzy wyprzeda się najpóźniej w ciągu miesiąca od premiery. W związku z tym, jeżeli nie będzie dodruku, to mało prawdopodobne jest, żebym w ogóle przeczytał ten komiks. Tak jak pewnie większość regularnych czytelników, zakupy robię przez internet, a najbliższe, wobec stagnacji Egmontu na początku 2011 r., będę robił pewnie najwcześniej w lutym.  Wspominam o tym komiksie, bo już sama strona graficzna sprawia bardzo dobre wrażenie. Kto wie, czy komiks ten nie zamieszał by w poniższej dziesiątce...

Jeszcze tylko słowem objaśnienia, w nawiasie kolejno: autorzy, wydawnictwo i przyznane przeze mnie punkty według Polterowej skali od 0,5 do 10.

1. Arq tom 2 (sc. i rys. Andreas; Egmont Polska; 10/10). Miejsce pierwsze nie powinno być raczej dla nikogo niespodzianką. Ale nawet abstrahując od moich osobistych preferencji  i sympatii, wszyscy podkreślają, że drugi integral jest lepszy od pierwszego. Każdy z tych sześciu pojedynczych albumów jest inny ale każdy  równie doskonały. Co jest uderzające w twórczości Andreasa to połączenie z pozoru dwóch wykluczających się elementów - łatwości odbioru przy jednoczesnym poszukiwaniu nowych możliwości jakie daje komiks jako gatunek, a ściślej - jakie daje jego forma.

2. Szninkiel (sc. Jean van Hamme, rys. Grzegorz Rosiński; Egmont Polska; 10/10). Klasyk komiksu i Rosiński w najlepszej formie. Tegoroczne wznowienie to, bagatela, pierwsze od 22 lat wydanie z oryginalnymi kolorami czyli czarno-białe. Przy tym z pełną świadomością pomijam tutaj wydanie Egmontu  z naniesionymi przez Grazę kolorami i podzielone na trzy części. Szkoda tylko, że Szninkle zostały przemianowane na Szninkiele. Rozumiem, że tak jest pewnie bardziej poprawnie. W końcu Szninkiele to takie zwierzaczki jak... jelenie lub daniele.

3. Rewolucje: Dwa dni (sc. i rys. Mateusz Skutnik; Mroja Press; 8,5/10). Jedyny polski komiks na liście i zasłużone miejsce na podium. Tym razem dwie krótkie historie, których motywem przewodnim są, najkrócej pisząc, paradoksy czasowe. i zapętlenia. Zresztą w poprzednich tomach Rewolucji Skutnik nie raz dawał wyraz swojemu zainteresowaniu tymi rozwiązaniami, zabierając czytelników we frapujące podróże. Dwa dni to w istocie tylko krótki, aczkolwiek bardzo miły, przystanek na trasie linii Rewolucje. Jak można wywnioskować z  bloga autora, kolejna część cyklu już powstaje. Trzymam kciuki za rychłą premierę.

4. Skład główny (sc. i rys. Regis Loisel i Jean-Louis Tripp; Egmont Polska; 8,5/10). Bardzo ciepła, obyczajowa opowieść o życiu mieszkańców kanadyjskiej wsi z początków XX w. Autorom umiejętnie udało się ominąć niebezpieczeństwa, które niesie ten typ historii - tani melodramatyzm i zwyczajna nuda. Komiks nie jest szczególnie przełomowy czy odkrywczy, jednak jego lektura dostarcza wiele satysfakcji. Między innymi ze względu na świetne rysunki autorów.

5. Animal'z (sc. i rys. Enki Bilal; Egmont Polska; 8,5/10). Bilal niezmiennie w wysokiej formie. Postapokaliptyczna przypowieść z proekologicznym przesłaniem została zilustrowana po mistrzowsku, jak to na autora tradycyjnie przystało. Bilal jest jak dobre wino - im starszy tym lepszy. Przynajmniej graficznie. Jak donosi Polter, już w styczniu ukazać się ma druga część komiksu, fabularnie stanowiąca jednak odrębną całość.
 
6. Super Pan Owoc (sc. i rys. Nicolas de Crecy; timof i cisi wspólnicy; 8,5/10). Autor tym razem w nieco słabszej formie niż w Dziadku Leonie, tym niemniej to wciąż ten sam de Crecy. Mamy więc całą masę groteskowego humoru i odrobinę refleksji nad ludzką naturą. Ze względu jednak na specyfikę stylu autora, komiks prawdopodobnie nie wszystkim się spodoba.

7. Krzyk ludu (sc. i rys. Jacques Tardi; Egmont Polska; 8/10). Pierwszy w Polsce komiks autorstwa długo wyczekiwanego francuskiego klasyka Jacquesa Tardi'ego. Zaletami tego komiksu są niewątpliwie rysunki. Tardi to bezpośredni "spadkobierca" wypracowanego przez Herge'a stylu ligne claire. Styl ten Tardi doprowadził prawie do perfekcji. Kolejnym plusem albumu jest sama tematyka i dbałość o historyczne odwzorowanie wydarzeń. Komiks ma też jednak wady. Przede wszystkim zwraca uwagę nie najlepsze rozpisanie scenariusza na dialogi i kadry. Z tego względu momentami komiks czyta się ciężko i niezbyt płynnie. Razi też nachalność ideologiczna autora książki, na szczęście tylko w przedmowie.

8. Sandman: Senni łowcy (sc. i rys. P. Craig Russell; Egmont Polska; 8/10). Tak jak pozytywnym zaskoczeniem rok temu była dla mnie komiksowa adaptacja Koraliny Russella, tak w tym roku podobnie zaskoczyli mnie Senni łowcy. Graficzny styl autora można lubić lub nie, ale Russellowi trzeba oddać, że  jest doskonałym adaptatorem książek Gaimana. Poza tym sama historia stworzona oryginalnie przez Neila Gaimana jest klasycznie baśniowa, co dodaje jej uroku i pozwala czytelnikowi choć na chwilę poczuć się jak dziecko.

9. Blacksad: Piekło, spokój (sc. Juan Diaz Canales, rys. Juanjo Guarnido; Egmont Polska; 8/10). Cóż, w każdym dotychczasowym tomie Blacksada kilka elementów stało zawsze na najwyższym poziomie -  mimika, odwzorowanie ruchu postaci i klimat opowieści. Na szczęście nic się w tym względzie nie zmieniło. Natomiast scenariuszowo komiks nigdy mnie nie porywał. I tym razem także nie jest inaczej.

10. Liga niezwykłych dżentelmenów, Stulecie cz. 1: 1910 (sc. Alan Moore, rys. Kevin O'Neil; Egmont Polska; 8/10). Niewątpliwie najsłabsza z dotychczas wydanych w Polsce Lig. Ponieważ całe Stulecie liczyć ma sobie trzy części, można żywić nadzieję, że w późniejszych tomach będzie lepiej. Tym niemniej styl Moore'a wciąż jest niezmiennie charakterystyczny. Wychodzi na to, że o czym by Moore nie pisał, i tak wyjdzie z tego dzieło co najmniej przyzwoite. Dla mnie przynajmniej nie liczy się "o czym" jest komiks, liczy się natomiast "jak jest napisany".

W dziesiątce znalazło się siedem komiksów z Europy, dwa z USA i jeden z Polski. Najwięcej tytułów pochodzi z wydawnictwa Egmont. Po jednym tytule wprowadzili Mroja Press i timof i cisi wspólnicy. Tym razem nie ma żadnego komiksu z Kultury Gniewu.

* * *

Z ostatniej chwili. Właśnie rozpoczęło się głosowanie w plebiscycie Komiks Roku. Jakież było moje zdziwienie, gdy wśród pięćdziesięciu wytypowanych tytułów nie dostrzegłem komiksu, który  umieściłem na pierwszym miejscu mojej listy, czyli drugiej części Arq (na Szninkla można machnąć ręką, bo to wznowienie). W tym miejscu powstaje zasadnicze pytanie o sens takiego głosowania. Czemu tak naprawdę ma ono służyć? Znając jako tako internetowe środowisko miłośników komiksu, na pewno plebiscyt ten nie ma na celu wytypowania jaki komiks jest najpopularniejszy wśród czytelników ani temu, który komiks czytelnicy uważają za najlepszy. Efektem plebiscytu z tak skonstruowanymi zasadami może być co najwyżej elitaryzacja niektórych komiksów na rynku, który i tak jest już maleńki i cały czas się kurczy oraz dzielenie czytelników na lepszych i gorszych. To tak, jakby wytknąć czytelnikom, że te komiksy, które czytają nie są tak naprawdę wartościowe. Skoro to ma być wybór krytyków, to niech sami krytycy wybiorą w swoim gronie, ich zdaniem, najlepsze komiksy. Tak było by uczciwiej. Zamiast tego, organizatorzy postanowili "zalegalizować" wybór krytyków, rękoma internautów. Autentycznie, cel tego plebiscytu pozostaje dla mnie zagadką.

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, żeby nie było nieporozumień, że nie dziwi mnie wybór poszczególnych redaktorów, z którymi zresztą często się zgadzam (vide Marek Turek i Maciej Reputakowski). Każdy przecież ma swój własny gust i preferencje. Dziwi mnie natomiast sama formuła plebiscytu.

Żeby też nie było, że tylko marudzę nie wnosząc nic konstruktywnego, przywołam przykład całkiem dobrze przemyślanego plebiscytu. Mam tu na myśli nagrody "K", które pewnie część czytelników pamięta. Głosowanie polegało po prostu na typowaniu konkretnych komiksów czy autorów. Jedynym ograniczeniem była data wydania. Głosowanie było jednoetapowe, jednak dobrym pomysłem mogłoby być także podzielenie głosowania na dwa etapy - tajne zgłaszanie kandydatów przez każdego chętnego i następnie jawne głosowanie z iluś tam komiksów, które uzyskały największą liczbę głosów (być może nawet  coś podobnego funkcjonowało w którejś z odsłon nagród "K"). Takie rozwiązanie nie miałoby wad, które niestety ma plebiscyt na Komiks Roku.

piątek, 18 grudnia 2009

Top 10 za 2009 r. i podsumowanie roku.

Ponieważ rok zbliża do końca a już przeczytałem wszystko to co chciałem i lubię wszelkie listy przebojów tudież podsumowania więc stworzyłem prywatną, zupełnie subiektywną, dziesiątkę największych przebojów mijającego roku (w nawiasie kolejno autorzy, wydawnictwo i przyznane przeze mnie punkty według Polterowej skali od 0,5 do 10).

1. Arq (sc. i rys. Andreas; Egmont Polska; 10/10). Andreas to mój ulubiony autor więc na pierwszym miejscu nie mógł znaleźć się inny komiks niż Arq. Oprócz przygodowo-fantastycznej historii czytelnik znajdzie tu jak zwykle u Andreasa masę niekonwencjonalnych rozwiązań formalnych, odważnych perspektyw i zbliżeń oraz świetne rysunki. Gdyby nie przeczytane za młodu dwa pierwsze Rorki, prawdopodobnie dzisiaj nie czytałbym komiksów w ogóle. We Francji niedawno dobiegł końca drugi cykl, a Egmont właśnie zapowiedział wydanie drugiego integrala w 2010 r.

2. Wieczna wojna (sc. Joe Haldeman, Marvano rys. Marvano; Egmont Polska; 10/10). Wieczna wojna to jeden z tych nielicznych komiksów, który w mojej ocenie przebija swój literacki pierwowzór. Absolutny must have dla każdego, nie tylko dla "regularnych" czytelników komiksów. Wojna w Wietnamie przeniesiona w realia s-f to w istocie bardzo pacyfistyczna historia. Przy tym właśnie w Wiecznej wojnie Marvano osiągnął szczyt swoich graficznych umiejętności. Niestety późniejsze komiksy rysowane przez niego są po prostu graficznie słabsze. Szkoda tylko pomniejszonego formatu i tych "Bykarian".

3. Dzień gniewu: Afrykańskie przygody Giuseppe Bergmana (sc. i rys. Milo Manara; Egmont Polska; 9,5/10). Z jednej strony genialne rysunki Manary, z drugiej zabawa formą, po trzecie (i chyba w tym przypadku najważniejsze) wykład o możliwościach tkwiących w medium jakim jest komiks. To właśnie możliwości formalne czynią komiks jako gatunek wyjątkowym, ba lepszym nawet od filmu. Ale o tym może kiedy indziej. Komiks, mimo że z pozoru może wydawać się zbyt eksperymentalny, jest świetny.

4. Niebo nad Brukselą: [przed]...; ...[po] (sc. i rys. Yslaire; Egmont Polska; 9/10). Yslaire to również jeden z moich ulubionych twórców. Ale nawet pomijając to, Niebo nad Brukselą to mocny, dobry komiks. Moim zdaniem zupełnie niezasłużenie został zmiażdżony przez większość komiksowej krytyki. Całość jest dokładnie przemyślana z punktu widzenia oczywistego przesłania komiksu - świat powinien wstydzić się wojen i okrucieństwa a nie seksu, szczególnie w kontekście ich pokazywania. Minusem są nieco słabsze rysunki.

5. Opowieści Szeherezady (sc. i rys. Sergio Toppi; Egmont Polska; 9/10). Toppi to mistrz krechy i dobrze, że w końcu jego komiks ukazał się w Polsce. Jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Graficznie znakomicie i bardzo klimatycznie. Komiks idealnie nadaje się na prezent dla osoby zamiłowanej w grafice - tę można studiować i zachwycać się nią bez końca.


6. Dziadek Leon: Brzydki, biedny i chory. Módl się za nami (sc. Sylvain Chomet, rys. Nicolas De Crecy; Egmont Polska; 8,5/10). Nieco słabszy od poprzedniego tom ale to wciąż bardzo dobry komiks. Tym razem jest mniej zabawnie i bardziej przygnębiająco. Rysunki bez zmian czyli są na najwyższym poziomie. De Crecy rysuje tak brzydko, że aż ładnie. Zwykle nie przepadam za karykaturalnym stylem rysunku ale De Crecy jak mało kto potrafi uwypuklać brzydotę i starość. Jest idealnym przeciwieństwem Manary i między innymi za to lubię jego rysunki.

7. Przybysz (sc. i rys. Shaun Tan; Kultura Gniewu; 8,5/10). Z różnych względów komiks ten prezentuje się wyjątkowo na tle innych komiksów z listy - jedyny komiks niemy, jedyny komiks Kultury Gniewu, gabarytowo największy (format zdecydowanie większy niż A4) i najlepiej wydany. Poza tym, podobnie jak Opowieści Szeherezady ze względu na bardzo dobre rysunki oraz dodatkowo ze względu na jakość wydania także nadaje się na prezent dla osoby ceniącej sobie wysmakowane ilustracje. Niezależnie od tego to dobry komiks, sprawnie posługujący się językiem komiksu.

8. Emmanuelle. Bianca (sc. Emmanuelle Arsan, Guido Crepax, rys. Guido Crepax; Mireki; 8,5/10). O ile Emmanuelle to w sumie zwykły komiks erotyczny o tyle Bianca to utwór wart uznania. Crepax, obok Manary, uchodzi za największego mistrza komiksu erotycznego, tyle że w przypadku Bianci erotyzm schodzi na dalszy plan, a wybijają się elementy formalne, które jak łatwo zauważyć, bardzo lubię w komiksach.


9. Berlin (sc. i rys. Marvano; Egmont Polska; 8/10). Największym problemem tego komiksu jest jego nierówność. Pozytywnie wyróżnia się tom pierwszy, przede wszystkim rysunkami stylowo zbliżonymi do tych z Wiecznej wojny. Poza tym na plus należy policzyć godne podziwu historyczne zgłębienie tematu. Niestety w dwóch ostatnich tomach Marvano rysuje już tak jak w Wiecznej wolności i Dallas Barr czyli w sposób bardziej uproszczony - jak dla mnie po prostu słabiej. Fabuła całości, mimo że nie porywa, to prezentuje się przyzwoicie. Wypadkowa powyższych elementów powoduje, że Berlin to z pewnością coś więcej niż  przeciętniak ale też nie komiks wybitny czy zachwycający.

10. Koralina (sc. i rys. P. Craig Russell; Egmont Polska; 8/10). Dziesiątkę zamyka chyba największa, jak dla mnie, niespodzianka roku. Bardzo lubię twórczość Neila Gaimana szczególnie w jej literackiej formie. Nieco mniej odpowiada mi Gaiman jako scenarzysta komiksowy (być może ze względu na fatalny dobór rysowników). Przeczytałem więc niemal wszystkie książki Gaimana wydane w Polsce. Wyjątkiem jest m.in. Koralina, której do tej pory nie miałem okazji przeczytać. Tym niemniej postanowiłem sięgnąć po jej komiksową adaptację w wykonaniu P. Craig Russella i nie zawiodłem się. Otrzymałem bezpretensjonalną lekturę z pozoru przeznaczoną dla dzieci. Klarowne rysunki i żywe kolory dopełniają całości - solidnej rzemieślniczej roboty.

Niestety nie kupiłem i nie przeczytałem wielu komiksów w 2009 r., w szczególności porównując do ilości jakie kupowałem w ubiegłych latach. Kolejny raz z rzędu wydawnictwem roku jest dla mnie Egmont Polska. Co smutne to właściwie obecnie jedynie wydawnictwo na rynku wydające klasyki i komiksy "środka" z Europy. Jednocześnie największym rozczarowaniem jest, jak wierzę, hibernacja Manzoku.  Przykre jest również milczenie małych wydawnictw - Sutoris i Hella Komiks. Sutoris jak wieść niesie w ogóle zakończyło już działalność. Fajnie, że Kultura Gniewu wydaje Polaków. Co prawda akurat tych, za których stylem nie przepadam ale być może za nimi pójdą także inni autorzy. Trzymam kciuki, mimo że nie dołożyłem swojej cegiełki z portfela. Egmont niestety już jakiś czas temu zarzucił, nie licząc antologii Powstańczej i reedycji, wydawanie polskich komiksów (w sensie - tworzonych w Polsce). Od marca ma to się zmienić. Poczekamy, zobaczymy.

    wtorek, 16 grudnia 2008

    Komiks w Luwrze.

    Jak donosi serwis graphivore, od 22 stycznia 2009 r. do 13 kwietnia 2009 r. w Luwrze, obok dzieł m.in. Leonarda da Vinci, będzie można podziwiać plansze Nicolasa de Crecy, Marca-Antoine Mathieu, Erica Liberge i Bernarda Yslaire. Dobór rysowników jest nieprzypadkowy. Każdy z nich ma na swoim koncie (lub w planach) jakiś komiks nawiązujący, przynajmniej w tytule, do sławnego muzeum. Zatem jeśli ktoś zamierza odwiedzić Paryż na początku przyszłego roku niech nie omieszka zawitać do Luwru.

    Poniżej Mona Lisa w wykonaniu kolejno Liberge'a, De Crecy'ego, Mathieu i Yslaire'a.


    Przy okazji tym postem wprowadzam nową etykietę - "Wieści". W stopniu wprost proporcjonalnym do własnych chęci będę starał się wyszukiwać co ciekawsze nowinki, głównie z rynku francuskojęzycznego. Kolorowe Zeszyty mają swój Transatlantyk to ja nie będę gorszy. A co! ;)

    LinkWithin

    Related Posts with Thumbnails